Kieliszek wina, butelka wódki,
Alasz i bimbru łyczek na smutki,
Piwo trapistów bulgocze w beczce,
Jabcok wypity na szkolnej wycieczce,
Wermut w szklanicy z małą oliwką,
Eliksir z Łącka podbity śliwką,
I Jagermeister z Red Bullem pity,
Trzy flaszki ginu, dwie okowity,
Szampan z Szampanii, koniak z Konina,
Dębowa beczka pełna węgrzyna,
Porter żywiecki, Goldwasser z Gdańska,
Spiryt, po nim fantazja ułańska,
|Mescal z białym na dnie robakiem,
Upity Turek tanim arakiem,
Gorzkie Martini, bułgarska Pliska,
Samogon lany prosto do pyska,
Rusek abstynent – rzecz niebywała,
Prosseco Bianco butelka cała,
Czteropak Żubra, setka Soplicy,
Gąsiorek cydru w zimnej piwnicy,
Kubek absyntu, trójniaka dzbanek,
Nalewka pita, gdy wstaje ranek,
Tequilla, sól i Sydney Polak,
Więc bracie, cóż byś mi dzisiaj polał?
Wiersz alkoholowy
Comments
11 responses to “Wiersz alkoholowy”
-
Mój pierwszy alkohol to szampan w wieku sześciu lat na nowy rok. Jeszcze korkiem w łeb oberwałam. Bo jak szampan był otwierany, to korek uderzył o sufit potem o moją głowę i spadł na podłogę.
-
Heheeee dobra historia 😀 Cydr to ja lubię, jesienią szczególnie. Zajebista rzecz.
-
No to ja chyba przebiję każdego, u moich dziadków w domu niestety, alko było na porządku dziennym. Któregoś razu, kiedy to jeszcze ze staruszkami mieszkałem na wsi, mając 2 lata wypiłem kufel piwa. Było to jakieś spotkanie rodzinne, typowy spęd przy stole z wódą i browarem. Wówczas kuchnia była tą wiejską kuchnią zwaną przez niektórych letnią/ polową. Niemniej, trzeba było z właściwego domostwa wyjść, co by coś tam upichcić. Na stole stał kufel jakiegoś Dębowego, który to babcia miała naszykowany. Upiła może łyczek, dziadek już spał w swoim fotelu, rodzina wraz z babcią poszła do kuchni, a mały śleptuś Piotruś chodził do okoła stołu, i pił, co tam się pod łapki nawinęło. Coś tam w szklaneczce, jjakieś kropelki z jednego czy drugiego kieliszka, i Jest! Właśnie on! Kufel, który dziecko z ledwością pewnie mogło podnieść. Tak mi zasmakowało, że wydudniłem cały. Po jakimś czasie rodzinka wraca do stołu, i pytanie. Gdzie jest Piotrek? Dawać w poszukiwania, bo to i na podwórku krajzega taka fajna dla dzieciątka, i betoniarka miała takie fajne guziczki, a to stodoła taka duża, niebezpieczna i za razem ciekawa. Finalnie, po dłóższej chwili, znaleźli mnie na tapczanie u babci w pokoju, śpiącego i chrapiącego w najlepsze. Najlepsze też jest to, że podobno babcia wszedłszy do pomieszczenia ze stołem, opierdzieliła dziadka od czubka głowy po podeszwy gumowców za wypite piwo 😀
-
Ale próbowaliśmy czy się wstawiliśmy? Bo jak to drugie to 11 lat na osiemnastce byłej szwagierki 🙂
-
Próbowałam? To w dzieciństwie typu 10 lat, próbowałam piwa, które ktoś postawił na stole. Ohydne było. Potem jak miałam 15 lat, a naprawdę szum alkoholowy pierwszy raz w życiu odczułam, gdy miałam lat 17. Także mahne sząse, żebym kogoś tu przebiła, chyba że w drugą stronę. 😀
-
Ok. Mały konkurs. W jakim wieku pierwszy raz próbowaliście alkoholu? Ja chyba w wieku 12 lat jak żeśmy z kuzynem za szkołą browary pili, przy czym ten sam kuzyn mnie potem podpier…, że piwo za szkołą piłem 😛
-
Piłam jakąś wódkę chińską, chyba ryżową. Chyba, bo znaczki na flaszce chińskie. Dziwne to było.
-
Raz piłem. Ohyda
-
W sumie to sake nie piłem.
-
Uzo by się jeszcze przydało do kompletu i rakija.
-
Proponuję wypić to wszystko naraz. Wrażenia będą niezapomniane.
Leave a Reply to Pitef Cancel reply